Sytuacja
Od początku 2025 r. (trend przyśpieszył w połowie roku) obserwujemy w Polsce, Czechach oraz w szerszym regionie wyraźny wzrost zachorowań na wirusowe zapalenie wątroby typu A (WZW A). Choroba, nazywana „chorobą brudnych rąk”, przenosi się głównie przez skażoną wodę, żywność i brak higieny, czasami ale rzadziej również przez kontakty seksualne, wspólne igły/strzykawki, czy bliski kontakt (zwłaszcza wśród dzieci).
Sytuacja w Czechach jest w pewnym sensie wyjątkowa: dynamika wzrostu jest tam znacząca, a jednocześnie notowana jest podwyższona śmiertelność. Szczególnie niepokojące są ogniska w dużych miastach, zwłaszcza w Pradze, gdzie transmisja dotyczy m.in. osób w kryzysie bezdomności oraz innych populacji wykluczonych lub marginalizowanych: osób przebywających w zakładach karnych, osób używających narkotyków drogą iniekcji, części społeczności romskiej (zwłaszcza dzieci) oraz części społeczności migracyjnej (w tym głównie ukraińskiej).
Niestety, sytuacja epidemiologiczna w Czechach ulega dalszemu pogorszeniu. Najwięcej zachorowań odnotowuje się w obszarach metropolitalnych, m.in. w Pradze . Wysoka zapadalność występuje również w takich miastach jak Brno (wzrosty ostatnio), Czeskie Budziejowice, Karlowych Warach, Ostrawa i Uście nad Łabą. Co istotne, od listopada wzrosty są obserwowane także poza dużymi ośrodkami miejskimi — na terenie całego kraju.

Wciąż nie widać, czy doszliśmy do szczytu fali, czy liczba nowych przypadków będzie jeszcze rosła.

W Polsce od września i Czechach już od lipca zapadalność zdecydowanie rośnie (również w listopad/grudzień), więc mamy dużo osób w otoczeniu zakaźnych (presja wirusa w Czechach jest około 10 razy większa niż w Polsce).
W Polsce obserwujemy obecnie ok. 150 przypadków miesięcznie, podczas gdy w latach 2023–2024 notowano zwykle kilkanaście do około dwudziestu kilku przypadków miesięcznie. Oznacza to istotny, wielokrotny wzrost w porównaniu z poziomem bazowym z poprzednich dwóch lat.
W Czechach zabezpieczono duże dostawy szczepionek i prowadzone są masowe programy szczepień — częściowo współfinansowane przez państwo, a w części w pełni bezpłatne dla pacjentów.
Misinformacja i infodemia
18 listopada Polska Agencja Prasowa (PAP) podała informację: „W związku z trudną sytuacją epidemiologiczną polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaapelowało o unikanie podróży do Czech”. Ten przekaz był następnie powielany przez media — często bez wskazania źródła (PAP), a niekiedy również bez jasnego rozróżnienia między cytatem a interpretacją komunikatu MSZ.
Wcześniej ostrzeżenie dotyczące Czech w kontekście nowych ognisk WZW A pojawiło się także w materiałach publikowanych przez Graniczną Stację Sanitarno-Epidemiologiczną w Warszawie w ramach dokumentu „Aktualizacja zagrożeń zdrowotnych na świecie” (stan na 29 maja 2025 r.). Komunikat został wydany w okresie, gdy wiosną 2025 r. rejestrowano wielokrajowe, klastrowe ogniska na obszarze m.in. Czech, Słowacji, Węgier, Austrii i Niemiec.
Co istotne, w okresie styczeń–maj 2025 sytuacja epidemiologiczna nie była jednoznacznie „najgorsza” wyłącznie w Czechach: w Słowacji do maja odnotowano relatywnie wysoką zapadalność (na 100 tys. osób) >16, podczas gdy w Czechach i na Węgrzech wynosiła ona około ~5, a dla porównania w Polsce pozostawała jeszcze <1 (wg raportu ECDC ). W tym kontekście wybór wyróżnienia ostrzeżenia jedynie dla Czech (oznaczenie „na czerwono”) w komunikacie na 29 maja mógł być nie w pełni trafny z perspektywy porównawczej oceny ryzyka. W kolejnych komunikatach także Węgry i Słowacja otrzymały oznaczenie „czerwone”.
Od co najmniej 20 listopada 2025 r. na stronie informacji krajowej MSZ dla Czech widnieje ostrzeżenie o wzroście zachorowań, m.in. z wskazaniem największej liczby przypadków w Pradze oraz w kraju środkowoczeskim i morawsko-śląskim.

Temat WZW-A jest na podobnym poziomie bezwzględnym zainteresowania medialnego w Polsce i w Czechach, z tym że Czechy są ok 4 razy mniejsze, więc tam intensywność jest ok 4 razy większa. Zasięgi nie przekraczające miliona świadczą, że tematem w Polsce interesują się wybrane grupy jak turyści, czy profesjonaliści medyczni i temat nie przebił się do populacji ogólnej.

Mamy kulminację zainteresowania tematem WZW w Polsce i Czechach około właśnie 20.11, ze względu na plotkę, w której MSZ odradza/ostrzega podróże do Czech. Nieprawdziwa informacja o rzekomym ostrzeżeniu MSZ została jednak podchwycona przez inne redakcje. Alarmistyczne materiały ukazały się m.in. na Onecie, w Interii, w WP (czyli wielkiej trójce informacyjnej). Pojawiły się w mediach tradycyjnych jak TVN24, RMF24, Radio Zet. W Internetowych wydania wydawnictw jak w Super Expressie, Fakcie, na Gazeta.pl i Wyborcza.pl. Tę błędną wiadomość opublikowały także Gazetaprawna.pl, Bankier.pl, „Rynek Zdrowia”, „National Geographic”, a następnie powieliły ją lokalne media, portale podróżnicze i agencje medycyny podróży, oraz w dużej portale z regionów przygranicznych z Czechami (dolnośląskie i opolskie). Widać jakby dziennikarze przeformułowali notatkę PAP. Być może z użyciem dużego modelu językowego, bo widać, że większość doniesień używa innej składni (czasami MSZ lub Ministerstwo Spraw Zagranicznych itp.).

Już 20.11 PAP przeprosiło za pomyłkę, gdyż wydaje się, iż mogły interweniować agencje turystyczne (gdzie na forach temat był poruszany). Również w czeskich mediach komentowano negatywnie komentowano zaistniałą sytuację ze względu na potencjalnie mniejszą liczbę turystów, zwłaszcza w miastach organizujących jarmarki świąteczne jak Praga.

Typowym zachowaniem medialnym jest, to że młode dorosłe kobiety (często młode matki lub podróżniczki) interesują się tematem najbardziej.

W Czechach jeszcze mniej niż w Polsce mężczyzn interesuje się tematem.

Jakie rekomendacje?
W związku ze zbliżającym się okresem świąteczno-noworocznym oraz faktem, że Czechy (zwłaszcza Sudety) są popularnym kierunkiem turystycznym wśród Polaków, warto regularnie przypominać o istniejącym zagrożeniu (mamy podobne trendy rosnące u nas, ale w Czechach presja wirusa jest około 10 raz większa niż Polsce). Niepokój budzą dalsze wzrosty liczby zakażeń oraz rozszerzanie się epidemii poza duże miasta. Ma to szczególne znaczenie w kontekście wyjazdów do czeskich ośrodków górskich, gdzie dochodzi do intensywnego mieszania się osób przyjeżdżających z dużych aglomeracji z lokalnymi mieszkańcami oraz pracownikami sezonowymi.
Ze względu na dominujący, fekalno-oralny charakter transmisji, polscy turyści powinni zachować szczególną ostrożność przy spożywaniu posiłków w miejscach, w których utrzymanie wysokich standardów higieny może być utrudnione, takich jak jarmarki, punkty gastronomiczne na szlakach czy przy stokach narciarskich. Dodatkowo warto wzmocnić komunikaty dotyczące higieny rąk, tym bardziej że sezon grypowy może osiągnąć szczyt wcześniej niż zwykle i nałożyć się na okres świąteczny, sprzyjający wzmożonej transmisji infekcji. Warto mieć i używać własny środek dezynfekujący do rąk. Dostępne są skuteczne szczepienia p/WZW-A, może się przydać jeżeli się często podróżuje. Również w przypadku przygodnych kontaktów seksualnych na wczasach należy stosować zabezpieczenia barierowe, czy warto rozważyć rezygnację z oralnych i analnych pozycji.
Zalecenia typowe dla krajów tropikalnych, takie jak picie wyłącznie wody butelkowanej, w tym przypadku raczej nie znajdują zastosowania, ponieważ dotychczasowe doniesienia z analiz ognisk lokalnych nie wskazują, aby skażeniu mogła ulec również woda. Jedynie nie należy dzielić się napojami z tego samego naczynia czy i uważać jak podawany/przygotowany jest dla nas napój przez osoby trzecie.

Jednocześnie nie należy odradzać wyjazdu do Czech, bo ryzyko zakażenia przy zachowaniu ostrożności jest minimalne a zachowanie dobrych stosunków z Czechami (zwłaszcza dla województw płd-zach zwłaszcza dolnośląskie i opolskie) jest bardzo ważne. Pamiętajmy, że Czesi mogą zamiast do 3miasta wybrać się do Rijeki latem.